UWAGA!

UWAGA!
Szanowni Państwo, 

W celu złożenia dokumentów wizowych zachęcamy interesantów do kontaktu z

Rosyjskim Centrum Wizowym w Krakowie:

 

Adres:

ul. Królewska 57, (Klatka 1 / 1st floor)

30-081 Kraków, Polska

 

Godziny pracy:

Składanie wniosków:

08:00 - 14:00 - we środy i piątki, za wyjątkiem dni świątecznych.

Odbiór paszportów:

08:00 - 15:00 - we środy i piątki, za wyjątkiem dni świątecznych.

 

Call centre  : +48-22-397-17-87 (08:00 - 15:00 - od poniedziałku do piątku); 

Infolinia w Krakowie: (12) 425-60-66 (08:00 - 15:00 - we środy i piątki).

e-mail: info.rupol@russia-visacentre.com

Rosyjskie urzędy konsularne w Polsce przyjmują wnioski wizowe wypełnione wyłącznie elektronicznie w języku rosyjskim bądź angielskim i wydrukowane za pomocą specjalnej strony internetowej Departamentu Konsularnego MSZ Rosji: http://visa.kdmid.ru

Aktualności

Powrót

Wystąpienie Ambasadora Rosji w Polsce Sergeya Andreeva na Konferencji „Polska-Rosja: bezpieczeństwo, społeczeństwo, gospodarka” na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach w dniu 25 października 2018 roku

Szanowna Pani Rektor,

Szanowni Państwo,

Dziękuję za zaproszenie na otwarcie Konferencji i witam jej uczestników z Rosji, Polski, Litwy, Łotwy i innych krajów.

Z przyczyn zrozumiałych nie będę mógł być obecny podczas całego przebiegu konferencji, ale uważnie zapoznałem się z jej programem i chciałbym udzielić kilku komentarzy w nawiązaniu do niego.

Program Konferencji podzieliłbym na dwie części. Jedna z nich, w której oczywiście będzie odbywać się dialog pomiędzy uczestnikami rosyjskimi a ich polskimi kolegami będzie miała całkiem akademicki charakter: strategia bezpieczeństwa narodowego, jej prawne, gospodarcze, demograficzne i inne aspekty, w tym zwalczanie terroryzmu i przestępczości, wspólne zagrożenia i wyzwania, stosunek między wymaganiami bezpieczeństwa a zapewnieniem praw człowieka, nawet bezpieczeństwo na miejscach pracy i w ruchu drogowym.

Druga część programu jest poświęcona kwestiom praktycznym stosunków rosyjsko-polskich. Obecnie w Polsce są one omawiane przeważnie w swojskim gronie, nie tylko bez przedstawicieli rosyjskich, którzy mogliby adekwatnie wyjaśnić nasze stanowisko, lecz i bez polskich ekspertów o poglądach niepasujących do tzw. „głównego nurtu ideologicznego”. Jeśli już są zapraszani uczestnicy z Rosji, to zwykle tacy, którzy całkowicie podzielają opinie swoich zachodnich „oponentów”, tak że dyskusje odbywają się w duchu wzruszającej zgody i pełnego porozumienia.

 

W programie dzisiejszej konferencji wystąpień uczestników rosyjskich na te tematy też nie zauważyłem, ale być może oni będą mogli wziąć udział w debatach.

W tej drugiej części programu w szczególności wyjaśni się rosyjskim uczestnikom, czegoż się boją Polacy ze strony Rosji. Ale przecież wiadomo czego: że Rosja podbije Polskę, że przykręci jej ropę i gaż, że hakerzy rosyjscy przeprogramują świadomość Polaków, że wszędzie panoszą się szpiedzy rosyjscy, – no mało to czego można się po tych podstępnych Ruskich spodziewać. Temat zostanie rozwinięty przez referaty o rosyjskiej potędze militarnej, o jej nieustannym wzroście, w tym w porównaniu do potencjału militarnego Polski, o rosyjskiej „wojnie hybrydowej” na Ukrainie i interwencji w Syrii, o zagrożeniu, które niesie dla bezpieczeństwa Polski konflikt rosyjsko-ukraiński, o projekcie „Nord Stream 2” jako „kluczowej operacji hybrydowej Rosji wobec Europy Środkowo-Wschodniej”.

Szanowni eksperci wojskowi po raz kolejny opowiedzą na ile rosyjskie siły zbrojne są potężniejsze od polskich, być może oszacują ile czasu będzie Rosja potrzebowała, żeby okupować Polskę – tydzień czy miesiąc, wątpliwe że więcej; gdyby ktoś z uczestników rosyjskich jednak zapytał, po co to Rosji – w odpowiedzi chodziło by o immanentnie właściwe nam agresywność i „ambicje imperialne”, czego przykładami są Gruzja i Ukraina.

Można oczywiście przypomnieć, że przecież rosyjskie siły zbrojne liczą około 1 mln. wojskowych, krajów NATO zaś 3,5 razy więcej, tylko USA ma 1,5 mln żołnierzy, 800 baz i obiektów wojskowych na całym świecie, w tym wzdłuż naszych granic; w Europie kraje NATO mają dwa razy więcej żołnierzy, niż całe nasze siły zbrojne, a my, nawiasem mówiąc, mamy poza europejską jeszcze obszerną azjatycką część terytorium; według proporcji liczebności sił zbrojnych i długości granic Rosja plasuje się gdzieś około 40. pozycji w rankingu światowym; że w 2018 roku wydatki wojskowe Rosji są mniejsze od 50 mld dol., USA – prawie 700 mld. plus Wielka Brytania – 60, Niemcy i Francja po 40 mld., NATO ogółem – 16 razy więcej, niż Rosja; że z czasów zimnej wojny Rosja zredukowała o 85% swoje zapasy broni nuklearnej,

w całości zlikwidowała swoje zasoby broni chemicznej – w przeciwieństwie do USA, którym dlaczegoś – o dziwo – brakuje na to środków.

Tylko to wszystko naszych polskich oponentów w żadnym stopniu nie przekona, dlatego że w czasach „postprawdy” już nie trzeba udowadniać ani istnienia zagrożenia rosyjskiego, ani innych naszych „przewinień”: one „wysoce prawdopodobnie” / „highly likely” są i kropka. To po pierwsze.

Po drugie: z jakiegoś powodu w Polsce co rusz wyrażane są wątpliwości, że w przypadku agresji rosyjskiej sojusznicy nie przyjdą jej z pomocą. Wielu pewnie pamięta, w jakich soczystych zwrotach dzielił się tymi wątpliwościami dostojny były minister obrony i minister spraw zagranicznych Polski w rozmowie prywatnej, która na jego nieszczęście została nielegalnie nagrana i przedostała się do wiadomości publicznej. Á propos, rosyjscy uczestnicy Konferencji być może nie są na bieżąco z tym, że całkiem solidne polskie wydania opozycyjne „Gazeta Wyborcza” i tygodnik „Polityka” niby bardzo poważnie tropią teorię, według której za tzw. „aferą taśmową” z 2014 r., która jakoby sprzyjała dojściu PiS do władzy w Polsce, stali Rosjanie i przez to na długo przed USA Polska, jak się okazuje, niby stała się poligonem, gdzie ćwiczono technologie rosyjskiej ingerencji w wybory na Zachodzie. Co prawda, powstaje oczywiste pytanie – po co to nam było potrzebne, ale tu jest po prostu bezgraniczna przestrzeń dla fantazji.

Rok temu już cytowałem tu naszego dyplomatę i senatora Konstantina Kosacheva: „Sankcje i rusofobia na Zachodzie żyją własnym życiem. One się pojawiają, nasilają się i uzasadniają się według własnych reguł. My zaś z Rosji w żaden sposób nie możemy wpłynąć na to ani poprzez zaprzestanie jakichś czynności, ani przeciwnie – przez ich podjęcie. To tam powinni przechorować na tę chorobę,
a nie tu.”

Ciekawie było zobaczyć w programie Konferencji takie tematy jak „Rola ochrony informacji niejawnych w stosunkach rosyjsko-polskich”, „Wymagania Krajowej Władzy Bezpieczeństwa w zakresie ochrony informacji niejawnych w Siłach Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”, „Społeczne podłoże działań dezinformacyjnych a edukacja kontrwywiadowcza” – jak rozumiem, to w powiązaniu z referatem „Cyberaktywność Federacji Rosyjskiej wobec państw byłego Bloku Wschodniego” i w kontekście jeszcze jednego tematu priorytetowego „Budowanie postaw patriotycznych poprzez edukację proobronną w czasach niepokoju”.

Na pewno będzie powiedziane o cybernetycznej i „hybrydowej” wojnach, które Rosja niby prowadzi przeciwko Zachodowi, żeby podważyć jego podstawy, przywoła się jako coś nowego i zagrażającego tzw. doktrynę „A2/AD” – „Area Access/Area Denial”, tj. uniemożliwienie dostępu do ważnych z obronnego punktu widzenia stref terytorium rosyjskiego.

Nasi specjaliści szczerze się śmieją z tych „wynalazków”. Przeciwko naszemu krajowi akcje wywrotowe w sferze politycznej, gospodarczej, informacyjnej i wielu innych dziedzinach Zachód prowadzi od dawien-dawna i posiada w tym zakresie znacznie większe doświadczenie i możliwości. W szczególności w rywalizacji w przestrzeni elektroniczno-cybernetycznej niezaprzeczalnym liderem na świecie jest Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA, która, jak dawno i bez wszelkich „highly likely” ustalono, podsłuchuje na potęgę nie tylko przeciwników, lecz i sojuszników swojego kraju.

„Strachy na Lachy”, że rosyjscy hakerzy przeprogramowują mózgi milionów ludzi na Zachodzie i przez to zapewniają potrzebne Rosji wyniki wyborów, referendów i td. to po prostu kpiny ze zdrowego rozsądku. Jednak już zupełnie nie do żartów jest, kiedy usiłuje się każdy wyraz niezgodny z „generalną linią” wobec Rosji potraktować jako zdradę i przejaw „wojny hybrydowej” – powołam się na przykład Mateusza Piskorskiego. Co to jest, jeśli nie otwarte tłumienie wolności poglądów i zamach na podstawy demokracji, przywiązaniem do których tak szczyci się Zachód? Jeśli ci hakerzy, trolli, boty i tp. jakoby z taką łatwością podważają wiarę ludzi w politykę Zachodu – to być może, rzecz polega na błędności tej samej polityki i zgubności jej skutków? Jak to się mówi u nas w Rosji w takich przypadkach, „nie sarkaj na lustro, gdy masz krzywą gębę”.

Oto też ciekawy temat: „Bezalternatywny realizm”. Ja również opowiadam się bez reszty za realizmem – chciałoby się tylko wiedzieć, jak go rozumieją nasi polscy sąsiedzi?

Temat „Obraz Polski w rosyjskiej telewizji” chyba zainteresuje polskich uczestników Konferencji, ale ich rosyjscy koledzy z nie mniejszą ciekawością uzyskaliby obiektywny obraz tego, jak Rosja wygląda w materiałach polskich mediów. Zapewniam Państwa, ta przestrzeń badawcza jest o wiele bardziej obszerna – jest z czego się pośmiać, ależ niestety częściej chce się płakać.

No i oczywiście, jakże bez historii? Szkoda tylko, że o polityce historycznej Rosji Państwo usłyszą, polityce zaś historycznej Polski, która pewnie odegrała czołową rolę w promowaniu tego fenomenu we współczesnych warunkach, nie poświęcono należytej uwagi.

Będzie i o wpływie historii na obecne relacje Rosji a Polski – pewnie po raz kolejny o wielowiekowych polskich krzywdach, za które powinniśmy się kajać. Kiedy władze polskie jeszcze nie zamroziły naszego dialogu politycznego wiosną 2014 r. jego „komponent historyczny” sprowadzał się do tego, że nasi polscy koledzy usiłowali nas przekonać do swojej oceny naszej wspólnej historii, a my uczciwie próbowaliśmy szukać jakiegoś porozumienia. Teraz jednak już bez żartów wypowiem się jak najbardziej wyraźnie: po „wojnie” przeciwko pomnikom radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli, dzięki którym dzisiaj istnieje Polska i Polacy mieszkają na własnej ziemi – i tylko ten jeden fakt historyczny z nawiązką pokrywa wszystkie możliwe do pomyślenia roszczenia historyczne strony polskiej – takie rozmowy są już zamknięte. Nie zamierzamy dopasowywać swojej wizji historii do polskich ocen, i póki w Polsce bez jakichkolwiek zastrzeżeń nie uznają wiecznego długu wdzięczności wobec czerwonoarmistów, którzy spoczywają w polskiej ziemi,
na tematy historyczne w kontaktach oficjalnych między nami nie ma co rozmawiać.

Ponadto dla nas ten temat również ma wymiar próby moralności wobec tych, z kim mamy do czynienia. My oczywiście będziemy pamiętali, że za ustawą likwidującą nasze pomniki głosowały wszystkie obecne w Sejmie partie, wiemy którzy posłowie za nią głosowali; oddajemy należyty szacunek tym niewielu z polskich działaczy politycznych i społecznych, którzy występują przeciwko tej kampanii czy to z powodów politycznych, czy moralnych; niestety nie zauważyliśmy wśród nich żadnego z polskich członków Grupy do Spraw Trudnych Wynikających z Historii Stosunków Rosyjsko-Polskich – ani z jej poprzedniego składu, na czele którego stał prof. Adam Rothfeld, ani z obecnego składu na czele z prof. Mirosławem Filipowiczem, zarówno jak i z dwustronnej Komisji Historyków działającej pod egidą Akademii Nauk Rosji i Polski. Mówię właśnie o stanowisku publicznym, bo w kontaktach osobistych, „na ucho” wielu nam mówi, że nie popiera tego barbarzyństwa, ale publicznie w najlepszym razie milczy, a nieraz i usprawiedliwia go, jak to niedawno uczynił w wywiadzie dla „Sputnika” znany polski reżyser i były współprzewodniczący rosyjsko-polskiego forum obywatelskiego Krzysztof Zanussi. To oczywiście nie oznacza, że my przykładem naszych polskich kolegów nie zechcemy z kimś mieć do czynienia – jesteśmy sąsiadami i w zasadzie za normalnymi, pragmatycznymi, obopólnie korzystnymi stosunkami; tylko po tym, co się stało, już zupełnie fałszywie będą brzmiały dla nas padające z ich ust szablonowe zapewnienia w sympatii do Rosjan, kultury rosyjskiej i td.

Na zakończenie jeszcze o jednym. Tu ktoś zamierza przy pomocy liczb dowodzić, że dla Rosji okres po 1991 r. to „utracone ćwierćwiecze”.

Nie będę przytaczał ocen oficjalnych, ale w 2016 r. w Moskwie ukazała się ciekawa książka całkiem liberalnych politologów i publicystów Aleksandra Goryanina i Dmitry’ego Yagodintseva „Bóg kocha Rosję. Wielkie lata 1989-2014”. Oto ich ocena poparta ważką argumentacją: „W ciągu 25 lat Rosja wróciła ku gospodarce rynkowej, swobodzie przedsiębiorczości i prywatnej inicjatywy, odbudowała zasady własności prywatnej. Założone zostały podstawy społeczeństwa demokratycznego, kształtuje się samorząd lokalny. Mamy liberalną konstytucję, swobodny wjazd i wyjazd, nie ma cenzury. Odtworzony został sąd przysięgłych, pojawiła się możliwość odwoływania się do sądów międzynarodowych. Sądy są dostępne, sędziowie są nieodwoływalni, stworzone zostały przesłanki do pojawienia się niezależnych sądów. 80% spraw rozpatrywanych w Sądzie Konstytucyjnym wszczynają zwykli obywatele i częściej wygrywają. Nasi ludzie podróżują po świecie, W Rosji trwa budowlany, edukacyjny boom, wolność polityczna, religijna i kulturalna, dziesiątki tysięcy organizacji pozarządowych”.

Przy tym Rosja uniknęła wojny domowej, pokonała chaos gospodarczy, nie wpadła w dyktaturę – i to wszystko bez jakkolwiek istotnej pomocy zewnętrznej.

Wbrew rozpowszechnionym mitom państwo i społeczeństwo rosyjskie konsekwentnie i skutecznie walczą z korupcją, pokonują niż demograficzny, rośnie długość życia, zmniejsza się liczba aborcji, przestępczość, liczba więźniów.

Jeden z czołowych rosyjskich politologów Sergey Karaganov twierdzi, że według całokształtu czynników wpływu (potencjał gospodarczy, potęga wojskowa, położenie strategiczne, zasoby, kapitał ludzki, edukacja, nauka, kultura i in.) Rosja jest trzecim mocarstwem na świecie po USA i Chinach. Ciężko się z tym spierać.

Parafrazując jedną znaną postać z radzieckiej klasyki literackiej, „kto powie, że to jest utracony czas, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem”.

Zresztą życzę uczestnikom Konferencji ciekawej i owocnej pracy. Chciałoby się oczywiście mieć nadzieję, że będzie ona sprzyjała zbliżeniu naszych stanowisk i lepszemu porozumiewaniu się, ale powiem szczerze – w obecnych warunkach trudno o to.

Dziękuję za uwagę.