Aktualności

Powrót

Wystąpienie Ministra Spraw Zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa na Międzynarodowym Forum Naukowo-Eksperckim „Cykl Primakowski”, Moskwa, 30 maja 2018 roku

Koledzy, Przyjaciele!

Szanowni Państwo!

Dziękuję za kolejną możliwość wystąpienia na Międzynarodowym Forum imienia wybitnego rosyjskiego działacza państwowego, naukowego i społecznego, Jewgienija Primakowa. Jest to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Jewgienija Primakowa, z którym pracowałem w drugiej połowie lat 90. XX w. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, uważam za swojego starszego kolegę i mentora, jak pewnie większość tych, którzy mieli okazję z nim rozmawiać.

Organizacja obecnej reprezentatywnej konferencji pod egidą jednego z wiodących rosyjskich instytutów akademickich – Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych, również noszącego imię J. M. Primakowa – stało się już dobrą tradycją. „Cykl Primakowski” stał się platformą poważnego dialogu cieszących się autorytetem specjalistów na temat najbardziej aktualnych problemów polityki międzynarodowej i gospodarki światowej.

Nie brakuje dzisiaj ostrych sformułowań, za pomocą których politycy, eksperci i naukowcy starają się określić istotę obecnego etapu stosunków międzynarodowych. Mówi się o kryzysie „liberalnego ładu światowego” i o nastąpieniu ery „postzachodniej”, o „gorącym świecie” i o „nowej zimnej wojnie”. Ta obfitość sformułowań już sama w sobie świadczy o tym, że na razie brakuje jednolitego pojmowania zaistniałej sytuacji, a także – o niezmiernie dynamicznym i sprzecznym stanie systemu stosunków międzynarodowych, który trudno jest scharakteryzować, przynajmniej na danym etapie, jedną efektowną frazą. Możliwe, że najlepiej z zadaniem tym poradzili sobie autorzy głównego tematu tegorocznego „Cyklu Primakowskiego” brzmiącego „Zagrożenia dla niestabilnego ładu światowego”, którzy, wychodząc za ramy akademickie, odważnie połączyli w nim zarówno „niestabilność”, jak i „ład”.

To oczywiste, że globalny układ poddawany jest próbie wytrzymałości. Obserwujemy konfrontację tendencji o różnym ukierunkowaniu. Jest to przede wszystkim globalizacja, o której mówimy już od dawna. Sprzyjała ona rozwojowi nowej gałęzi rozwoju gospodarczego i technologicznego, wzmocniła wzajemne powiązania i potrzebę wypracowania wspólnych podejść, żeby solidarnie stawić czoło wyzwaniom naszych czasów. Drugą obiektywną cechą współczesnego świata jest wzmocnienie fundamentów policentrycznych i różnorodności cywilizacyjnej, u podstaw której leży tożsamość narodowa i kulturowa oraz niepodległość. Te dwa procesy nabierają dzisiaj formy niezdrowej konkurencji, rywalizacji poprzednich i nowych ośrodków rozwoju gospodarczego i związanego z nią wpływu politycznego. Linie podziału biegną przy tym nie tylko między krajami, lecz również wewnątrz krajów dążących do wizerunku krajów, które osiągnęły największy sukces. Przez wzgląd na fałszywą poprawność polityczną ograniczane są prawa obywateli do własnej tożsamości historycznej. Demokracje przekształcają się w zakładników mniejszości kwestionujących interesy większości. Rewolucja technologiczna odwraca do góry nogami tradycyjne tryby życia społeczeństw. Dotychczasowy model kapitalistyczny stałego wzrostu dobrobytu nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

Na tle zaostrzenia tych sprzeczności przestrzeń konstruktywnej współpracy międzynarodowej ulega zawężeniu. Wchodzą w nawyk działania jednostronne niszczące ogólnie uznane zasady i deprecjonujące zbiorowe porozumienia. Jak powiedział prezydent Rosji Władimir Putin, występując na Petersburskim Międzynarodowym Forum Ekonomicznym 2018, „zasadą staje się gra bez zasad”. Instrumentalizacji ulega potencjał siłowy w jego najróżniejszych przejawach, m. in. w wymiarze gospodarczym i informacyjnym. Obserwujemy już nawet nie groźby użycia siły (nawiasem mówiąc, zakazane przez ONZ), lecz bezpośrednie, niczym nie uzasadnione i bezpodstawne jej używanie – w celu osiągnięcia chwilowych interesów koniunkturalnych pod ewidentnie wymyślonymi, śmiechu wartymi pretekstami. Kontynuowana jest praktyka ingerencji z zewnątrz w sprawy suwerennych państw, wezwań do obalenia prawowitych rządów i usiłowań wywierania wpływu na procesy wewnętrzne innych państw z zastosowaniem różnych metod. Wypracowane przez stulecia tradycje międzynarodowej współpracy, kultura dialogu dyplomatycznego i poszukiwania kompromisów są zastępowane przez dążenia do tego, żeby za wszelką cenę urazić oponenta, dowieść swojej wyższości z zastosowaniem metod bezpardonowego nacisku „na swoich i na cudzych”.

Kiedy podważa się zaufanie oraz odrzuca się przyjęte od dawna normy i zasady, rośnie ryzyko niekontrolowanej eskalacji. Współczesne technologie obniżają z kolei próg psychologiczny stosowania broni masowej zagłady. Wojna wydaje się być grą komputerową, obrazem wideo na ekranie monitora. Powstaje złudzenie, że scenariusz siłowy można utrzymać w ramach lokalnego „działania kinetycznego”. I proszę bardzo, już uchwalane są strategie zasadniczego zwiększenia roli broni jądrowej, doskonalone są kompleksy jądrowe, powstają plany dla przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni. To wszystko może mieć fatalne skutki dla całej planety. Przychodzą do głowy apokaliptyczne prognozy lat 80. XX wieku, mówiące o „zimie nuklearnej”. Na szczęście do niej nie doszło. Nastąpiła jednak „wiosna arabska”, która w wyniku szeregu tragicznych wydarzeń również zaostrzyła problem broni masowej zagłady. Mam na myśli opuszczenie przez Stany Zjednoczone Porozumienia nuklearnego z Iranem w nadziei na organizację totalnej konfrontacji z Teheranem, a także szereg inscenizowanych sytuacji związanych z rzekomym zastosowaniem broni chemicznej przez rząd syryjski zgodnie z kursem polityki Zachodu skierowanym na obalenie reżimu w Damaszku.

To smutne, że ewidentne spekulacje na temat ONZ dla osiągnięcia subiektywnych celów geopolitycznych jedynie sztucznie zaostrzają już i tak krytyczną sytuację w dziedzinie rozpowszechniania broni masowego rażenia i zapewnienia stabilności strategicznej.

Czy naprawdę trzeba dzisiaj znowu porównywać wymiary czerwonych przycisków i testować wzajemną cierpliwość, przybliżając świat do niebezpiecznej granicy?

To oczywiste, że duże mocarstwa posiadające arsenały broni jądrowej i środki jej dostarczania ponoszą szczególną odpowiedzialność za utrzymanie globalnej stabilności strategicznej. Właśnie dlatego prezydent Rosji Władimir Putin w liście z apelem skierowanym do Zgromadzenia Federalnego ponownie wezwał partnerów do tego, żeby usiąść za stołem negocjacyjnym i wspólnie pomyśleć nad nowym, perspektywicznym systemem bezpieczeństwa międzynarodowego i stabilnego rozwoju cywilizacji.

Jesteśmy gotowi do uczciwej, opartej na wzajemnym szacunku pracy ze wszystkimi, którzy szczerze wierzą nie tylko w równowagę sił, lecz przede wszystkim w zgodną wielostronną politykę na bazie wspólnoty interesów i prawa międzynarodowego, we wspólną pokojową przyszłość, rozwój i rozkwit całej ludzkości. Właśnie takie podejścia umożliwią najpełniejszą realizację suwerennych priorytetów wszystkich uczestników tego rodzaju współpracy krajów i narodów bez konieczności rezygnacji z istoty tych priorytetów.

Próby sztucznego wykluczenia, woluntarystycznego obejścia lub wypchania kogoś na peryferie tego procesu, próby rozwiązania wszystkich kwestii w wąskim kręgu państw, są z góry skazane na porażkę, a w planie długoterminowym przyniosą uszczerbek dla samych inicjatorów tych prób. W historii globalnej polityki można znaleźć liczne tego przykłady. Jednym z najbardziej pouczających jest przykład związany z wojną lat 1853-1856, która, jak wiadomo, spowodowała ostateczny rozpad tzw. „systemu wiedeńskiego” w Europie. Imperium Rosyjskie wycofało się z kampanii krymskiej i zostało zepchnięte, jak się wydawało zwycięzcom, na skraj europejskiej polityki. Te negatywne dla naszego kraju skutki zostały pokonane w dość krótkim czasie, co było największą zasługą kanclerza Aleksandra Gorczakowa. Okazało się jednak, że równowaga europejska bez Rosji została poważnie naruszona, co pod wieloma aspektami stało się początkiem destrukcyjnych tendencji na kontynencie, które doprowadziły do pierwszej wojny światowej.

Patrząc w przeszłość, nie powinniśmy spuszczać z oczu przyszłości. Obecni w tej sali specjaliści w dziedzinie prognozowania strategicznego zgodzą się ze mną, że niezależnie od wszystkich osiągnięć technologicznych i doskonalenia metod analitycznych, w dalszym ciągu nie posiadamy tej „kryształowej kuli”, która pozwoliłaby nam dokładnie zobaczyć naszą przyszłość. Szczerze mówiąc, to nawet dobrze. Przyszłość kształtowana jest przez teraźniejszość. Sami ją kształtujemy ‒ poprzez swoje oczekiwania, plany, zamysły, a co najważniejsze, poprzez codzienne czyny skierowane na ich realizację.

Nie mamy innych recept na osiąganie długofalowego, stabilnego uregulowania najostrzejszych międzynarodowych kryzysów współczesności, możemy tylko wytrwale pracować na bazie wielostronnych podejść i prawa międzynarodowego, zaangażowania wszystkich zainteresowanych uczestników, a przede wszystkim, stron tego czy innego konfliktu. Czy to problem nuklearny Półwyspu Koreańskiego, Porozumienie nuklearne z Iranem, konflikt wewnętrzny na Ukrainie czy wojna z terroryzmem w Syrii – ciągle na nowo przekonujemy się, że ultimatum i nacisk siłowy narzucone z zewnątrz, między innymi drogą wymuszania, są nieakceptowalne i skazane na porażkę. Na porażkę skazane są również próby podbijania stawki – w stylu westernów i seriali o gwiezdnych wojnach. Możliwe, że tego rodzaju metody prowadzenia polityki są skuteczne w biznesie, ale we współczesnych stosunkach międzynarodowych „eskalacja dla samej eskalacji” rodzi poważne zagrożenia.

Poszukiwanie kompromisów i wzajemnie akceptowalnych rozwiązań, kształtowanie wspólnego zrozumienia i pielęgnowanie kiełków zaufania jest bardzo trudne, szczególne tam, gdzie ziemia jest rozorana pociskami i przesiąknięta ludzką krwią. Nie da się zagwarantować pozytywnego wyniku. Jednak nie mamy wyboru, jeśli faktycznie chcemy osiągnąć stabilne uregulowanie konfliktów i sprawiedliwy, demokratyczny ład światowy.

Żeby pewnie stać na nogach w dzisiejszym skomplikowanym i pełnym sprzeczności świecie, który podlega dynamicznym zmianom, trzeba być nie tylko silnym i wytrzymałym, lecz również otwartym na współpracę z innymi, na wszelkie nowości, które pozwolą skutecznie stawiać czoło wyzwaniom współczesności. W pojedynkę nie uda się to nawet najbardziej postępowym krajom. Priorytetem polityki zagranicznej Rosji, oprócz zapewnienia suwerenności państwowej, bezpieczeństwa i rozwoju, jest wspieranie stabilnego, konsekwentnego postępu kraju w celu poprawy poziomu życia obywateli. Zadanie to wykonujemy poprzez kształtowanie pragmatycznej, obopólnie korzystnej współpracy, integracji gospodarczej i handlowej z naszymi sprzymierzeńcami i partnerami poprzez łączenie wielkich projektów innowacyjnych, tworzenie szerokich przestrzeni współpracy, nowoczesnej infrastruktury, komunikacji cyfrowych i korytarzy transportowych.

U podstaw takiej wspólnej pracy leży podobne postrzeganie procesów międzynarodowych, zasad komunikacji międzypaństwowej i organizacji społeczności międzynarodowej – w oparciu o stabilne ramy prawne, w interesie wszystkich jej członków, przestrzegając ich suwerenności i fundamentalnych interesów narodowych. Te podejścia dzielą nasi euroazjatyccy sprzymierzeńcy, członkowie OUBZ, EUG, WNP, uczestnicy takich nowych formatów jak SOW i BRICS.

Wyjątkowym przykładem może być partnerstwo strategiczne Rosji z ChRL, a także strategiczne partnerstwo rosyjsko-indyjskie i współpraca z państwami ASEAN. Ostatnio wyraźnie ożywiły się również relacje z Japonią i Koreą Południową. To wszystko wpisuje się w popularne wśród politologów wyrażenie „zwrot Rosji na Wschód”, chociaż chodzi o udział w rozwoju jednego z najbardziej dynamicznych regionów świata, który jest przecież rzeczą naturalną dla naszego kraju posiadającego olbrzymie przestrzenie i unikalne położenie geopolityczne.

Właśnie J. M. Primakow jest autorem koncepcji wielopolarności, której zarodek upatrywał w kształtowaniu się trójkąta RIC (Rosja, Indie i Chiny). Mógłby on zapewnić nie konfrontacyjną, lecz obiektywną równowagę dla zachodniej dominacji. Dzisiaj, kiedy RIC zainicjował stowarzyszenie BRICS, kiedy w G20 „BRICS plus” stanowi przeciwwagę dla G7, stymulując wypracowanie ogólnie akceptowalnych podejść do gospodarki światowej, finansów, a w przyszłości ‒ również do polityki światowej, wówczas to najwspanialsze dziedzictwo myśli Primakowa objawia się nam w pełnym zakresie.

Rosja pozostaje otwarta na obopólnie korzystną współpracę ze wszystkimi partnerami, między innymi z partnerami z Europy i Ameryki. Mówiono o tym niedawno na Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu. Jak dowodzi życie, mamy wiele wspólnych interesów, zarówno w sferze gospodarczej, jak i w sferze globalnej polityki. Najważniejsze, żebyśmy umieli rozmawiać – uczciwie, w oparciu o wzajemny szacunek i równe prawa.

Dziękuję za uwagę.