Aktualności
Wywiad Ambasadora Rosji w Polsce Sergeya Andreeva dla miesięcznika „Federacja Rosyjska dzisiaj” (udzielony we wrześniu, ukazał się w nr. 10, z października 2017 r.)
Pytanie. W jakim stanie znajdują się dzisiaj pomniki i groby radzieckich żołnierzy na terenie Polski?
Podczas wyzwalania Polski spod okupacji hitlerowskiej w latach 1944-1945 na jej terytorium zginęło ponad 600 tys. radzieckich żołnierzy i oficerów. Ponadto według różnych szacunków w tym kraju zginęło i znalazło miejsce ostatniego spoczynku od 800 tys. do 1 mln i więcej radzieckich jeńców wojennych. W Polsce znajduje się obecnie 657 grobów radzieckich żołnierzy i jeńców wojennych.
Poza miejscami pochówku żołnierzy w Polsce według stanu na 1997 r. znajdowało się 561 pomników radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli. Obecnie według danych polskiego Instytutu Pamięci Narodowej pozostało ich około 230.
Radzieckie groby wojskowe i pomniki znajdują się w różnym stanie. W wielu przypadkach troszczą się o nie władze miejscowe i ludność, są jednak również takie, które bez niezbędnej opieki stopniowo niszczeją i rozpadają się. Zgodnie z wzajemnymi zobowiązaniami umownymi w sferze memorialnej Rosja i Polska powinny finansować utrzymanie grobów drugiej strony na własnym terytorium. Jednak w praktyce środków przeznaczanych przez stronę polską na utrzymanie rosyjskich i radzieckich cmentarzy w Polsce wystarcza jedynie na bieżącą konserwację i drobne naprawy, natomiast bardziej kosztowne remonty są opłacane ze środków z budżetu rosyjskiego. Na przykład w roku 2016 polska strona przeznaczyła na te cele 478 tys. dolarów USA, a rosyjska – 818 tys. W miarę możliwości w pracach tych uczestniczą również rosyjskie organizacje pozarządowe, na przykład Międzynarodowa Fundacja Charytatywna „Kronsztadzki Sobór Morski”.
Niestety, w ostatnich latach liczba przypadków wandalizmu wobec naszych miejsc pamięci w Polsce wzrosła. W roku 2016 dowiedzieliśmy się o 9 przypadkach zbezczeszczenia grobów i o 6 przypadkach dewastacji pomników, od początku 2017 r. takich incydentów odnotowano, odpowiednio, 6 i 2. Ponadto od 2014 r. na mocy decyzji polskich władz, wbrew Umowie między Rządem Federacji Rosyjskiej a Rządem Rzeczypospolitej Polskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen
i represji z dnia 22 lutego 1994 r., zlikwidowano 14 pomników żołnierzy radzieckich znajdujących się poza cmentarzami wojskowymi, mauzoleum w Trzciance, w miejscu, w którym prawdopodobnie do tej pory znajdują się szczątki poległych żołnierzy, oraz osobne elementy miejsc pamięci na dwóch radzieckich cmentarzach wojskowych.
W lipcu br. w Polsce uchwalono poprawki do ustawy o zakazie propagowania ustroju totalitarnego (tzw. „ustawy o dekomunizacji”), zgodnie z którą w ciągu roku od momentu ich wejścia w życie (październik 2017 r.) „usunięciu z przestrzeni publicznej” podlegają wszystkie pomniki żołnierzy radzieckich znajdujące się poza cmentarzami wojskowymi.
Pytanie. Szef MSZ Polski Witold Waszczykowski tłumaczy bezczeszczenie pomników konfliktami z przeszłości, prawdopodobnie mając na myśli nieprostą historię naszych stosunków. Czym w Pana opinii są faktycznie spowodowane takie działania polskiej strony?
Według nas rozpoczęta przez polskie władze „wojna z radzieckimi pomnikami” jest decyzją polityczną stanowiącą głęboką zniewagę naszego narodu i maksymalnie komplikującą perspektywy odbudowy normalnych stosunków między Rosją a Polską.
Oprócz wymiaru politycznego sytuacja ta ma również wymiar prawny i moralno-etyczny.
Zgodnie z Traktatem między Federacją Rosyjską a Rzecząpospolitą Polską o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy z dnia 22 maja 1992 r. i wspomnianą przeze mnie umową międzyrządową z 1994 r., rosyjskie i radzieckie miejsca spoczynku i miejsca pamięci w Polsce oraz polskie w Rosji podlegają zachowaniu i utrzymaniu w należytym stanie. Do 2014 r. strona polska nie podawała w wątpliwość naszego wzajemnego zrozumienia tej kwestii.
Jednak kiedy wiosną 2014 r., po zamachu stanu na Ukrainie, powrocie Krymu w skład Rosji i zaostrzeniu konfliktu w Donbasie stosunki polsko-rosyjskie gwałtownie się pogorszyły, władze polskie – jeszcze za poprzedniego rządu z partią Platforma Obywatelska na czele – wysunęły teorię, zgodnie z którą nasze porozumienia w sferze pomników dotyczą rzekomo tylko radzieckich cmentarzy wojennych w Polsce, a nie znajdujących się poza nimi pomników radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli, które mają być pomnikami „symbolicznymi” propagującymi radziecką dominację i „okupację” tego kraju w okresie powojennym. Fakt, że teoria ta nie wynika z dwustronnych dokumentów umownych, wręcz przeciwnie – jest z nimi ewidentnie sprzeczna, na naszych polskich oponentach nie robi żadnego wrażenia. Nowy rząd partii Prawo i Sprawiedliwość sprawujący władzę od końca 2015 r. kontynuuje tę linię i, jak już powiedziałem, dorobił do niej podstawy ustawodawcze.
Mówiąc o wymiarze moralno-etycznym tego niezwykle bolesnego tematu, jakkolwiek sprzeczna i dramatyczna była wielowiekowa historia stosunków rosyjsko-polskich, niezaprzeczalnym faktem jest to, że Polska istnieje dzisiaj jako państwo,
a naród polski mieszka na swojej ziemi dzięki Zwycięstwu Związku Radzieckiego nad hitlerowskimi Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Zwycięstwo to zostało opłacone życiem tych radzieckich żołnierzy i oficerów, którzy polegli na tej ziemi. Dla ich upamiętnienia wzniesiono pomniki, które dzisiaj mają zostać zburzone. To właśnie przypomnienia o fakcie wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną planuje się usunąć z oczu, pozbawić go wartości i rozcieńczyć pretensjami dotyczącymi wszelkiego rodzaju zniewag, jakich Rosja i ZSRR miały się dopuścić wobec Polski w różnych okresach historii. Wzywa się do „pozbycia się fałszywego poczucia wdzięczności” wobec naszego kraju i radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli. I nawet jeszcze udają, że nie rozumieją, dlaczego protestujemy przeciwko wyburzaniu „symboli komunizmu”, od którego najbardziej ucierpiał naród rosyjski.
Otóż protestujemy, ponieważ w naszym kraju ludzie doskonale rozumieją, że nie jest to po prostu zamach na pomniki, lecz na pamięć, że są to dążenia do rewizji historii datą wsteczną, do przekwalifikowania swoich wyzwolicieli w okupantów i agresorów. To jasne, że nigdy się z tym nie zgodzimy.
Pytanie. Wiceminister Kultury RP Jarosław Sellin uważa, że „Polska odniosła największe straty podczas drugiej wojny światowej pod względem liczby ofiar w ludziach”. Oświadczył również, że Polska była największą ofiarą drugiej wojny światowej rozpoczętej przez Niemcy i ZSRR. Jakie są według Pana przyczyny takiej utraty historycznej świadomości?
W wyniku drugiej wojny światowej Polska obok ZSRR rzeczywiście poniosła największe straty w ludziach (6 mln zabitych) i straty materialne (38% majątku narodowego). W wymiarze absolutnym straty ZSRR są znacznie większe, w wymiarze względnym – proporcjonalnie do przedwojennej liczby ludności i bogactwa narodowego – Polska ucierpiała silniej. Chociaż jeśli porównamy nasze straty wśród ludności cywilnej (około 18 mln z łącznej liczby strat 26,6 mln osób) i poniesione straty materialne z przedwojenną liczbą ludności i potencjałem gospodarczym tylko tych terenów radzieckich, które były okupowane lub znajdowały się w blokadzie, gdzie panoszył się wróg, okaże się prawdopodobnie, że również i w wymiarze względnym nasz kraj poniósł największe ofiary i udźwignął największy ciężar tej wojny.
Jeśli chodzi o oskarżenia pod adresem ZSRR o to, że na równi z Niemcami ponosi odpowiedzialność za rozpętanie wojny, za agresję wobec Polski i jej kolejny rozbiór, nie jest to utrata świadomości historycznej, lecz zatwierdzona na szczeblu państwowym polska wersja historii, której uczą w szkołach i uniwersytetach i która jest propagowana przez media. W ten sposób utrwala się przedstawienie o Polsce jako niewinnej ofierze dwóch totalitaryzmów, którą zdradzili zachodni sprzymierzeńcy (Wielka Brytania i Francja). Starają się nie wspominać o proniemieckiej i antyradzieckiej polityce sanacji w Polsce w latach 30. XX w., o represjach wymierzonych w mniejszości narodowe i o udziale Polski w rozbiorze Czechosłowacji po traktacie monachijskim, o tym, jak Polska uparcie sprzeciwiała się tworzeniu bezpieczeństwa zbiorowego w Europie w obliczu zagrożenia niemiecką agresją, tj. o tym wszystkim, co ostatecznie we wrześniu 1939 r. w znacznym stopniu doprowadziło Polskę do katastrofy narodowej.
Pytanie. Dlaczego wstrzymana została działalność Rosyjsko-Polskiej Grupy do Spraw Trudnych w historii stosunków rosyjsko-polskich? Czy w ogóle możliwe jest wypracowanie wspólnego odbioru przeszłości?
W swoim czasie Grupa ta została założona pod egidą MSZ Rosji i Polski, żeby uwolnić rosyjsko-polski dialog polityczny od dyskusji na tematy historyczne i aby tematy te omawiali i szukali dróg porozumienia profesjonalni historycy. Grupa ta wykonała sporą pracę, przygotowała szereg głębokich i wartościowych publikacji, ale ostatecznie stało się jasne, że na naszą wspólną historię wciąż patrzymy w różny sposób.
Po roku 2014, kiedy to polska strona zamroziła nasz dwustronny dialog polityczny, który Grupa miała ułatwiać, utracony został również sens jej dalszej działalności.
Nie oznacza to bynajmniej, że dialog między historykami rosyjskimi i polskimi jest przez nas niedoceniany, wręcz przeciwnie, jesteśmy całkowicie za tym, żeby kwestiami historii w duchu wzajemnej owocnej współpracy, bez nierzetelnej polityzacji, uczciwie i obiektywnie zajmowali się profesjonalni naukowcy.
Natomiast, marnowanie czasu w toku rozmów politycznych na bezowocne dyskusje z oponentami, którzy próbują nam udowodnić, że w przeszłości Rosja zawsze była we wszystkim wobec Polski winna, uważamy za bezsensowne i niepotrzebne.
Pytanie. Jak można ochronić chociażby część pomników żołnierzy radzieckich? Jakie działania podejmuje w tym zakresie nasz kraj?
Na Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej zginął mój dziadek, walczyli w niej mój drugi dziadek i babcia ‒ lotniczka wojenna, dlatego też całym sercem odczuwam tę głębię oburzenia, którą w naszym społeczeństwie wywołuje prowadzona w Polsce „wojna z radzieckimi pomnikami”. Nie mam wątpliwości, że strona rosyjska robi, co może, z zastosowaniem środków politycznych, dyplomatycznych (również niepublicznych) oraz informacyjnych, żeby godnie dać opór tej haniebnej kampanii, zwracać na nią uwagę i demonstrować ludziom zarówno w samej Polsce, jak i w innych krajach całą jej ułomność i niemoralność.
Nie możemy, oczywiście, przeszkodzić w burzeniu pomników na terenie obcego państwa. Za poprawkami do „ustawy o dekomunizacji” zagłosowały wszystkie partie w polskim parlamencie, dowodząc tym samym, że w tym kraju nie ma obecnie wpływowych sił politycznych, które opowiadałyby się za normalizacją stosunków z Rosją. Przyszły rok, w którym ustawa będzie wykonywana w praktyce, pokaże, w jakim stopniu nastroje te dzieli ogół polskiego społeczeństwa.
My w każdym razie powinniśmy zachować zimną krew, opanowanie i godność. Trzeba zrozumieć, że wysiłki polskiej strony sprowadziły nasze wzajemne stosunki do takiego poziomu, że prawie nie ma jak je dalej pogarszać. „Wojna z pomnikami” jest w istocie prowokacją polityczną, która ma popchnąć nas do gwałtownych i nieprzemyślanych czynów. Wprawdzie nie przyniosą one pożądanych rezultatów, dadzą więc naszym przeciwnikom powody do satysfakcji.
Od czasu do czasu wysuwane są propozycje przeniesienia pomników do Rosji. Wydaje mi się, że w oderwaniu od miejsc, w których zostały wzniesione na pamiątkę wydarzeń historycznych, jakie tam się odbyły, obiekty te zostaną pozbawione sensu. Ponadto byłoby to na rękę naszym oponentom, którzy nieustannie podrzucają nam ten pomysł: jeśli te pomniki są dla was takie ważne, to sobie je weźcie. Byłby to precedens i zachęta dla innych, nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach.
W żadnym wypadku nie możemy iść za przykładem tych, którzy prowadzą „wojnę z pomnikami” w Polsce – podobne czyny w stosunku do polskich miejsc pamięci w Rosji byłyby niegodne naszego narodu, jego kultury i tradycji.
Lecz temat profanacji pamięci radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli w Polsce powinien na stałe wejść do agendy zarówno dyskusji międzynarodowych, jak i naszych przyszłych stosunków z tym krajem.
Nie należy myśleć, że nasze protesty wobec działań polskich władz – oświadczenia MSW i Ambasady oraz kroki podejmowane na platformach międzynarodowych – nie przynoszą rezultatu. Nawet najbliżsi sprzymierzeńcy Polski, którzy są gotowi aktywnie ją wspierać we wszelkich kwestiach skierowanych przeciwko Rosji, starają się trzymać jak najdalej od „wojny z radzieckimi pomnikami”, kampanii, która wygląda aż zanadto nieprzyzwoicie. Żaden inny kraj nie śpieszy naśladować przykład Polski. I niech nie liczą na to, że pomniki zostaną usunięte, a z biegiem czasu cała ta sytuacja zostanie zapomniana. Nie zapomnimy i nie pozwolimy zapomnieć innym.
Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo powinno wyjść z tej sytuacji ze wzmocnioną pewnością swojej racji moralnej, ze zwiększoną odpornością na próby pisania historii na nowo i wysuwane w naszą stronę różne nieuzasadnione oskarżenia.
Pytanie. Polska aktywnie sprzeciwia się budowie Nord Stream 2. Czym to uzasadnia?
Strona polska twierdzi, że Nord Stream 2 jest projektem politycznym mającym na celu wzmocnienie zależności Unii Europejskiej od dostaw gazu z jednego źródła – Rosji, dostawy gazu do Niemiec z pominięciem krajów tranzytowych – Polski i Ukrainy, a tym samym pozbawienie ich dodatkowych dochodów oraz wywarcie na nich nacisku politycznego. Nord Stream 2 nie ma rzekomo uzasadnienia gospodarczego, ponieważ obecne moce tranzytowe dla dostaw rosyjskiego gazu do europejskich odbiorców są wystarczające, a dodatkowe moce należy zapewnić z alternatywnych źródeł, między innymi poprzez skroplony gaz ziemny (LNG) ze Stanów Zjednoczonych.
Argumenty na korzyść Nord Stream 2 są uznawane za „rosyjską propagandę”, jednak prawda jest taka, że nie ma ich czym obalić – gaz rosyjski dostarczany przez Nord Stream 2 będzie znacznie tańszy; ukraiński system transportu gazu jest zawodny, zarówno w wymiarze technicznym, jak i politycznym, a strona polska w swoim czasie sama zrezygnowała z budowy drugiej nitki gazociągu Jamał ‒ Europa Zachodnia. Ponadto niezawodność Rosji w charakterze dostawcy gazu została sprawdzona i udowodniona przez wiele dekad.
Jednak te ewidentne korzyści nie przekonują polskich władz, które deklarują czysto polityczny cel polegający na „uwolnieniu się od zależności surowcowej” od Rosji i całkowitym ukierunkowaniu na inne źródła nośników energii, nie zważając na związane z tym obciążenia gospodarcze i wydatki. Cóż, każdy może robić to, co mu się podoba.
Pytanie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w stosunkach naszych krajów pozostaje temat rosyjskich nieruchomości dyplomatycznych w Polsce. Do jesieni zeszłego roku z prawie dwudziestu naszych obiektów w tym kraju, którymi w swoim czasie dysponował ZSRR, oficjalnie przepisano na Rosję tylko trzy, a prawo użytkowania pozostałych jest z różnych przyczyn kwestionowane. Jak wygląda dzisiejsza sytuacja?
Sytuacja z naszymi nieruchomościami dyplomatycznymi w Polsce nie uległa zmianie. Strona polska odmawia rejestracji w charakterze własności rosyjskiej obiektów, które w różnym czasie zostały zgodnie z prawem nabyte lub zbudowane przez Związek Radziecki z jego środków. Kwestie te są omawiane w trakcie rozmów między MSZ Rosji i Polski. Próby ich rozwiązania przez stronę polską w trybie jednostronnym za pomocą polskich sądów uważamy za nieprawne i pozbawione perspektyw.